Seria publikowana również na wattpadzie pod tą samą nazwą, na koncie @poruta.
Link: https://www.wattpad.com/544664161-to-tylko-szlaban-━━-george-weasley-fan-fiction
Wendy Humphrey została w dormitorium przez calutki tydzień, codziennie ponawiając próby zmycia farby z ciała. Czy była wściekła? Mało powiedziane. Jednak chyba największą rolę grało tu jej zawiedzenie.
Rozumiała, że jej szkolna sympatia, osoba, nad której każdym gestem skrycie wzdychała, był sam George Weasley, co samo mówiło, za siebie. Jak ktoś taki mogły chcieć taką Gryfonkę, która trzęsie się ze strachu przed zwykłą burzą za chociażby przyjaciółkę? Może w ten sposób chciał jej delikatnie, a zarazem nieprzyjemnie pokazać, że jest po prostu zbyt męcząca i nachalna? A jeśli to wszystko okazałoby się przypadkiem, spowodowanym jej pechem?
Intuicja mąciła jej myśli – jej sidła owijały się ciasno wokół jej serca. Rozum przekrzykiwany był wręcz przez najważniejszy organ, którego do tej pory dziewczyna próbowała słuchać w takich sytuacjach. Ale czy tak powinno być?
Odgarnęła loki z twarzy, które spływały po jej ramionach i opadały na podręcznik. Miała wrażenie, że zawsze, kiedy postanowi się pouczyć problemy nagle się piętrzą, pozostawione nierozwiązanymi. Jej barki dźwigały tyle obowiązków, a ona dokładała do tego jeszcze ważące więcej niż tonę zauroczenie.
***
Numerologia nigdy nie przemawiała do Wendy. Poza tym nikt z jej znajomych nie chodził na zajęcia, więc nie miała z kim zamienić słowa. Więc jedynym co jej pozostawało to siedzenia, patrzenie tępym wzrokiem w tablice i robienie przypadkowych kresek na pergaminie. Dlaczego zapisała się na przedmiot, który ją nie ciągnął? Pojęcia nie miała. Najprawdopodobniej, dlatego, gdyż dodatkowe lekcje, wybierała pierwszego września, gdy już dojeżdżali do Hogwartu, bo rzecz jasna, zapomniała tego zrobić przez całe dwa miesiące. System wybierania był bardzo łatwy – zaznaczała słowa, które zapamięta i wpadają w miarę w ucho. Tak więc Wendy trafiła na wróżbiarstwo, numerologię oraz mugoloznastwo i żadnego z tych zajęć w choćby najmniejszym stopniu nie lubiła.
Modliła się, aby wybiły już dzwony i mogła iść do Wieży Gryffindoru. Przez cały tydzień narobiła sobie tak okropnych zaległości, że ciekawiło ją czy uda jej się opanować ten materiał do czasu Outemów. Zresztą i tak, książka, którą trzymała na stole była do eliksirów. Profesor Vector chyba na serio ma tak słaby wzrok, tak jak mówią. Może to przez patrzenia na te rządy liczb? – przeleciało jej przez myśl, gdy nauczycielka spojrzała na nią surowym wzrokiem, jednak po wróciła tłumaczenia objaśnianego tematu.
Mimo że Septima zadawała długie i wyczerpujące wypracowania jako zadania domowe, które zwykle Wendy przepisywała z lekkimi zmianami od znajomej Krukonki, wcale nie odznaczała się szczególną surowością. Plotki uczniowskie zawsze miało w sobie ziarno prawdy, ale siedemnastolatce nie mieściło sobie w głowie, czemu wyrobiła sobie taką opinię...
- Panna Humphrey, o ile dobrze mi się zdaję, tak? - Głos dochodzący zza jej pleców przeszył ją dosłownie na wskroś, tak, że aż wzdrygnęła się na swoim miejscu. Wszystko jasne.
- Tak, pani profesor. - Głos jej zadrżał, gdy odpowiadała na pytanie. W tamtym momencie po raz pierwszy dziewczyna porównała Vector z McGonagall. Oby dwie ubierały się staroświecko i miały wzrok, zagłębiający się w tak dalekie zakątki duszy, że odruchem było skulenie się i przyznanie do wszystkich win, które miało się na sumieniu.
- Raczyłabyś mi, moja droga, pokazać zadanie z poprzedniej lekcji? - Uśmiechnęła się lekko, ukazując delikatne zmarszczki dookoła oczu.
- Mnie ostatnio nie było na lekcjach. To znaczy, miałam tygodniową przerwę, przez pewien niemiły... hm, wypadek. - Przełknęła ślinę. Zapomniała, a teraz jeszcze bardziej się pogrążała. Kobieta spojrzała na nią, oczekując rozwinięcia jej wypowiedzi. - Doniosę pani na następną lekcję, obiecuję.
- Nie musisz. Co jak co, ale podczas tygodniowej przerwy, mogła sobie panna, wszystko uzupełnić. Troll - skwitowała. Poprawiła spiczastą tiarę na głowie i ruszyła w stronę swojego biurka, zostawiając Wendy z wyrzutami sumienia, oceną do poprawy oraz jeszcze większą złością na George'a Weasleya, jak gdyby był on temu wszystkiemu winien.
Obrzuciła studentów, patrzących na nią współczująco, nieprzyjemnym spojrzeniem i zatrzasnęła książkę od eliksirów. Spojrzała na zegar, niedaleko jej ławki i wstała z miejsca, po czym zaczęła się pakować. Słyszała jakieś szepty, zapewne na jej temat, ale wyjątkowo jej nie obchodziły. Może i była pechowcem, może nie zrobiła tego idiotycznego polecenia, ale w tym momencie wyjdzie jak na wychowankę domu Godryka przystało. Chociaż raz zrób efektowne wyjście.
Rozbrzmiały się dzwony, i wszyscy uczniowie przebywający w sali zaczęli wstawać, tworząc przy tym niesamowity hałas. Szatynka wrzuciła do torby zrolowany pergamin i wzdychawszy, założyła gwałtownym ruchem torbę na ramię. Zasunęła za sobą krzesło, gdy zdała sobie sprawę, że od tego dnia jej znienawidzona nauczycielka, patrzy na nią spod byka.
Cała sytuacja wydawała jest się absurdalna, mimo że wiedziała, iż złość jej wykładowczyni nie była bezpodstawna. Przecież dla każdego nauczyciela jego przedmiot jest dużo ważniejszy od innych. To logiczne i całkiem ludzkie - Pomyślała Wendy, przyspieszając nieco kroku. Za niecałe pół godziny kończył się obiad, a ona nie miała ani ochoty, ani nerwów by czekać do kolejnego posiłku, którym była (jak można by było się domyślić) kolacja. Nie jadła nic oprócz połowy tosta, który udało jej się zwinąć ze stołu Gryffindoru.
Zbiegła z szóstego piętra, potykając się, co chwilę o własne nogi, raz lądując na jakimś Puchonie, który niefortunnie na nią wpadł, gdy ruchome schody targnęły na prawo. Na szczęście młodszy chłopak tylko krótko ją przeprosił i poszedł w swoją stronę, nie wszczynając awantury.
Zmierzając w stronę wejścia do Wielkiej Sali, poczuła, że ktoś przechodzący obok niej walnął ją swoim ramieniem (zapewne całkowicie przypadkowo, ale nie pomijajmy zdenerwowania Wendy i siniaka, który dopiero co z owego ramienia zszedł). Odwróciła się zauważając nikogo innego, jak osobę, na której widok normalnie pisnęła by z radości. Teraz nie czując nawet najmniejszych motylków w brzuchu, zacisnęła dłonie w pięści.
- Uważaj jak chodzisz. - Westchnęła, choć w głębi serca pragnęła choć raz na kogoś poważnie nakrzyczeć. Nie wdawaj się z nim nawet w rozmowę. Odwróciła się, nie posyłając George'owi nawet najmniejszego uśmiechu, o którym tak często myślał i po raz pierwszy poczuł wyrzuty sumienia, powiązane z wykonaniem kawału.
Szkoda, że wiadro trafiło akurat na Wendy Humphrey.
Najpierw spory minus - taka ocena jak Troll nie istniała w systemie szkolnym Hogwartu. To była taka legenda wśród uczniów, którą bliźniacy Weasley straszyli Rona ;D Dlatego nie wiem jakim cudem Wendy mogła ją otrzymać od nauczycielki.
Poza tym logicznym błędem, całość jest napisana dobrze, czyta się szybko i ciekawie. Co prawda Wendy jest niemożliwie aż łamagą, ale rozumiem, że autorka chce bardzo podkreślić tę nieporadność głównej bohaterki. I podoba mi się, że jest w tym konsekwentna aż do bólu - Wendy nawet nie była w stanie krzyknąć. Naprawdę wielkie brawa, bo byłam pewna, że jednak nagle krzyknie i cały czar nieśmiało - nieporadnej Wendy Humphrey minie.
A, i jeszcze jeden błąd logiczny. Może nie do końca błąd, bo nie jestem akurat tego pewna, ale na logikę to jak Wendy mogła nie zdawać sobie sprawy na czym chociaż mniej więcej polega wróżbiarstwo, numerologia i tak dalej? Przecież na pewno musiała słyszeć czy to w pokoju wspólnym, czy przy posiłku w Wielkiej Sali jak ktoś coś o tym opowiada. Nie wiem więc jak mogła wiedzieć tylko tyle, jak się te przedmioty nazywają i na tym jej wiedza się kończyć.